Szukaj

Obalamy urodowe mity, powtarzane nawet przez ekspertów kosmetologii

Agnieszka, 30 styczeń 2020
Obalamy urodowe mity, powtarzane nawet przez ekspertów kosmetologii

Mit 1 - Kosmetyczka musi znać się na składach kosmetyków

Nie, nie musi - i bardzo często się nie zna. I zaznaczyć muszę, że absolutnie nie chcę nikogo obrażać. Wręcz przeciwnie; chciałabym niektóre kosmetyczki usprawiedliwić, ponieważ znajomość składów nie jest ich obowiązkiem.

Brzmi szokująco? Być może - ale dopiero do czasu, gdy zdasz sobie sprawę, że kosmetyczka i kosmetolog to dwie różne osoby.

Zadaniem kosmetyczki jest profesjonalne wykonanie usługi. Do jej zadań nie należy z kolei umiejętność poprawnego doboru kosmetyków do pielęgnacji i wiedza na temat każdej pozycji INCI (skład produktu podany w kolejności malejącej) na odwrocie opakowania. Wiedza w tym zakresie jest, paradoksalnie, wiedzą dodatkową i nikt nie powinien tej wiedzy od kosmetyczki wymagać.

Kosmetolog natomiast wie więcej, choć też nie jest tak w 100% przypadków. Wspaniale, jeśli kosmetyczka lub kosmetolog rozumieją w pełni dlaczego polecają dany krem, lub czemu nakładają taką, a nie inną maseczkę. Są to ich narzędzia pracy. Ale mogą się czasem sugerować tylko tym, co powiedział im producent ("krem do skóry suchej").

Skoro nie mamy pewności jak jest - co robić?

Zachęcam - i zawsze będę zachęcać - wszystkich, aby sami stali się ekspertami z dziedziny własnej cery/skóry, tak aby rozumieć jej potrzeby i nie wpadać w pułapki marketingu, który często jest zorientowany głównie na sprzedaż.


Mit 2 - Krem najlepiej wklepać, żeby nie rozciągać skóry

Nie. Wyobraźmy sobie na chwilę, że idziemy na wysokiej klasy masaż twarzy... Jakie to jest wspaniałe! Gdybyśmy mieli czas i cierpliwość na codzienny, 10-minutowy masaż, nasze dłonie mogłyby zastąpić nam najdroższe przeciwzmarszczkowe zabiegi. Mówię tu całkiem poważnie!

Jakie zyskalibyśmy efekty? Mięśnie twarzy współgrałyby ze skórą. Buzia wyglądałaby na bardziej wypoczętą, jędrną i promienną. Skóra, dzięki temu, że byłaby bardziej ukrwiona, dotleniona i odżywiona - nabrałaby zdrowego koloru, gęstości i gładkości. Zmarszczki byłyby mniej widoczne, a przyszłe powstawałyby dużo, dużo później. Byłoby świetnie, prawda?

A to dlatego, że mechanicznie pobudzalibyśmy fibroblasty do produkcji kolagenu i elastyny. Jak zatem ma się to do nakładania kremu?

Hipoteza, że kremy należy wklepywać, szczególnie delikatnie pod oczami, jest nieprawidłowa! Kochany Czytelniku... Kremy - a zwłaszcza te na okolicę oczu, które nakładamy też na górną i dolną powiekę - wmasowujemy palcem serdecznym. Łatwo można zresztą kojarzyć: wmasowujemy serdecznym palcem, bo chcemy być dla skóry serdeczni, a nie fundować jej jakiś oklep. Wmasowywanie niesamowicie pomaga w usunięciu złogów limfatycznych. Pozwala na "rozprasowywanie" zmarszczek!

No dobra, ale skąd się wziął ten mit?

Podejrzewam, że przez źle dokonywany demakijaż. Bo co wtedy najczęściej robimy? Pocieramy z całej siły oko wacikiem nasączonym płynem micelarnym, żeby jak najszybciej pozbyć się tuszu i cieni. O zgrozo... Nie dość, że mini-podrażnienia gotowe, to jeszcze gwarantujemy sobie efekt opadającej powieki na starość.

Tu trzeba... serdecznie.


Mit 3 - Parabeny powodują raka

Jako producent kosmetyków naturalnych powinnam temu ochoczo przyklasnąć i demonizować parabeny dalej; że nie są naturalne, i że to szkodliwa chemia.

Otóż nie.

Głównym powodem, dlaczego produkuję kosmetyki naturalne jest to, że nie chcę aby miały one zbędne wypełniacze, które mogłyby działać acnegennie, i pragnę wykorzystać cały potencjał składników takich jak oleje, masła, ekstrakty, witaminy, humektanty. Wystrzegam się też używania syntetycznych promotorów wchłaniania, które przy dłuższym stosowaniu mogą naruszyć nasz naturalny płaszcz ochronny i po pewnym czasie przynosi to więcej szkód niż pożytku. Właśnie te rzeczy charakteryzują kosmetyki nienaturalne; nie chodzi o parabeny.

Zła opinia na ich temat przyczyniła się natomiast do tego, że odrzuciliśmy właśnie to, co było już wielokrotnie przebadane i jest bezpieczne. Ten trend może iść dalej - w niekonserwowanie kosmetyków i narażanie się na zakażenia bakteryjne i grzybicze, które są bardzo trudne do wyleczenia.

Skąd w takim razie wzięła się ta nienawiść do parabenów?

W 1998 roku zostały opublikowane badania (nota bene przeprowadzone na szczurach), w wyniku których stwierdzono, że niektóre parabeny mają właściwości estregenopodobne i mogą przyczyniać się do powstania nowotworów zależnych od hormonów, czyli na przykład raka piersi. Po kolejnych dwóch latach, w 2000 roku, opublikowano badania stwierdzające obecność parabenów w nowotworach piersi.

Wysunięto hipotezę, że te parabeny znalazły się tam... z dezodorantów. I zaczęło się.

Mało ważne było już to, że wkrótce potem przeprowadzono multum niezależnych badań, które udowadniały, że używanie parabenów w odpowiednich stężeniach w przemyśle kosmetycznym jest całkowicie bezpieczne. Mało ważne było już to, że parabeny pochodzenia naturalnego znajdują się także w soi, fasoli, marchewce i truskawkach, a nawet w zielonej herbacie (przeciwko nim krucjaty jeszcze jakoś nie rozpoczęto). I tak właśnie cierpimy do dziś.

A tak w ogóle to mnie, na szczęście, do kosmetyków Moistry udało się znaleźć alternatywę, także batalię o przywrócenie godności parabenom mogę obserwować z boku.


Mit 4 - Masła i oleje są lepsze od kremów, bo woda się nie wchłania

Podczas targów kosmetycznych, które niedawno odwiedzałam, ucięłam sobie sympatyczną pogawędkę z producentem. Twierdził on, że produkuje masła a nie kremy, bo woda w kremach to zbędny wypełniacz, który fizycznie i tak nie ma prawa się wchłonąć.

Ciekawa filozofia, i choć wiele w niej prawdy, pokazuje tylko jedną stronę medalu.

Faktem jest, że woda się nie wchłania, tylko odparowuje z naszej skóry. Ale na uwadze trzeba mieć jeszcze jedną rzecz. W przypadku maseł pozbawiamy się możliwości wprowadzenia do kosmetyku składników rozpuszczalnych w wodzie. Osobiście nie wyobrażam sobie tego, że musiałabym zrezygnować z dobrodziejstw kwasu hialuronowego, sorbitolu, licznych ekstraktów roślinnych, pantenolu, niacynamidu, kwasów polihydroksylowych. Tego wszystkiego bez wody nie doświadczymy! A nasza skóra potrzebuje nie tylko emolientów (oleje, masła), ale też humektantów i składników aktywnych rozpuszczalnych w wodzie.


Mit 5 - Woda termalna nawilża skórę

Pamiętam pewną sytuację, gdy wraz z rodziną pojechałam nad jezioro. Gdy wracaliśmy zauważyłam, że mój brat z nudów rysuje szlaczki patykiem po nogach. Uderzyło mnie to, jak bardzo miał suchą skórę! On również wydawał się być tym zaskoczony, bo powiedział: "No właśnie nie wiem czemu, przecież cały dzień siedziałem w wodzie".

Może nie mówimy tu o tym samym rodzaju wody, ale... niestety mechanizm działania jest bardzo podobny.

Jeśli miałabym stosować wodę termalną (lub toniki, hydrolaty) dokładnie tak, jak zalecają niektórzy producenci - czyli spryskać skórę z odpowiedniej odległości i zostawić do wchłonięcia - najpierw najchętniej bym do niego zadzwoniła i zapytała: a od kiedy to woda wchłania się w skórę?

Tak zastosowany kosmetyk będzie działał dokładnie odwrotnie!

Rozpylone krople wody wysychając na powierzchni skóry, odparowują wraz z naszą własną wodą produkowaną przez gruczoły potowe. Fachowo mówiąc, odbywa się wzmożona transepidermalna utrata wody. A że czysta woda termalna zawiera tylko minerały i pierwiastki śladowe, które co prawda świetnie łagodzą stany zapalne i podrażnienia, to brak w niej humektantów - czyli nie ma możliwości, żeby się utrzymała na skórze po spryskaniu.

Owszem, na rynku są dostępne wody termalne z dłuższym składem, które zawierają na przykład silikony, mające za zadanie pokryć skórę filmem. W artykule piszę jednak o tych najpopularniejszych wodach i hydrolatach, bez składników okluzyjnych. Jak zatem aplikować taki kosmetyk, żeby cieszyć się wspaniałymi właściwościami soli mineralnych bez ryzyka wysuszania sobie skóry?

Zalecam rozpryskać i wmasować produkt, i następnie nałożyć krem pielęgnacyjny. Albo spryskać, zostawić na minutę i osuszyć delikatnie skórę jednorazowym ręcznikiem. Tak zastosowana woda termalna, tonik lub hydrolat spełnią swoje zadanie, nie szkodząc skórze.

A jak już jesteśmy w temacie nawilżania, to chciałabym tylko dodać, że wszystkie sera bezolejowe, które są nawilżające i mają w składzie humektanty, ZAWSZE należy zabezpieczyć (pokryć) warstwą emolientową (olejem, kremem)! W przeciwnym wypadku, po jakimś czasie zauważymy przesuszenie. Dlaczego? Humektanty wyciągną z naskórka naszą wodę, ponieważ skóra nie została odpowiednio zabezpieczona.


Czy znacie jeszcze jakieś popularne mity urodowe? A może macie pytanie, które od zawsze nie daje Wam spokoju? Dajcie koniecznie znać!